Nigdy nie widziałem światła w swoim życiu
Jak nocny pies zbłąkany
Od zawsze miałeś poczucie, że skoki, sukces w sporcie, to
nie jest najważniejszy aspekt twojego życia. Zawsze czegoś ci brakowało. Czego?
Długo sam nie wiedziałeś. Nie potrafiłeś znaleźć odpowiedzi, jak ślepiec
usiłujący czytać książkę w świetle małej świecy.
Póki nie potrafiłeś sobie odpowiedzieć na te pytania,
zajmowałeś się skokami, szło ci różnie, raz lepiej, raz gorzej. Jak w życiu,
również tym uczuciowym. Dziewczyny pojawiały się i znikały, a tobie wciąż
czegoś w tym austriackim życiu brakowało.
A potem nadszedł sezon, w którym okazałeś się najlepszy.
Mistrzostwo świata na normalnej skoczni i trzecie miejsce na dużej. Kryształowa
Kula. To był twój sezon, to był najlepszy rok twojego życia. Zaczynałeś
podejrzewać, że może to tego potrzebujesz w życiu, sukcesów, bycia na szczycie.
Bycia najlepszym.
Ale wtedy w twoim życiu pojawiła się ona. Inga Hagen,
krótkowłosa blondynka o zielonych jak wiosenna trawa oczach. Pochodząca z
Norwegii, nieco wystraszona, uciekająca przed kolejnym nieudanym związkiem,
który zostawiła w Bergen. Magnetyzująca.
Coś cię do niej przyciągało, od samego początku. Twoja
pierwsza myśl o niej to "dziwna". Ale po minucie rozmowy już
wiedziałeś, że jesteś nią zafascynowany, że chcesz ją lepiej poznać, zaprzyjaźnić
się.
Wtedy jeszcze nie myślałeś o jakimkolwiek związku z Ingą.
Chciałeś po prostu przyjaźni, bo dobrze ci się z nią rozmawiało, rozumiała cię,
nie wariowała z powodu twojej kariery i znajomości z innymi, bardziej
popularnymi skoczkami. Narzekała, że jesteś zbyt chudy, kradła ciastka z szafki
i wrzucała kompromitujące cię zdjęcia na facebooka.
Dopiero po kilku miesiącach zorientowałeś się, że nigdy
ci się nie zwierzała, chociaż niejednokrotnie wysłuchiwała ciebie.
Zapytałeś ją o to, wzruszyła ramionami i uciekła, bez
słowa wyszła z twojego mieszkania. Dzwoniłeś, pisałeś, nie reagowała. Wróciła
po tygodniu, udając, że nic się nie stało. Potem robiła to już regularnie,
kiedy tylko sytuacja była dla niej niewygodna, nagle znikała z twojego życia,
by potem równie niespodziewanie do niego wrócić, bez słowa wyjaśnienia.
Taka już była, ta twoja Inga. Twoja, bo po pewnym czasie
tak właśnie zacząłeś o niej myśleć. I pewnej bezsennej nocy, gdy przez okno
swojego pokoju wpatrywałeś się w nocne, usiane gwiazdami niebo, zdałeś sobie
sprawę, że ją kochasz.
- Inga, musimy porozmawiać.
Brzmisz wyjątkowo poważnie, wręcz nienaturalnie.
Blondynka odwraca się, w dłoniach trzyma kubek gorącej herbaty. Przez gwałtowny
ruch wylewa na siebie wrzątek i krzyczy. Ruszasz jej na pomoc, ale odpycha cię,
stawia kubek na blacie i chowa się w łazience.
- Inga, wszystko w porządku? - pytasz. Odpowiada ci cisza
i szum wody płynącej z kranu. - Inga?!
- Spokojnie, żyję - burczy, wychylając się zza drzwi
twojej łazienki. Zauważasz, że nie ma na sobie koszulki, którą zalała gorącym
płynem. - Na herbatę się nie umiera.
Na powrót chowa się w łazience, ale nie zamyka drzwi,
instynktownie podążasz za nią.
- Michi, co ty robisz? - pyta zaskoczona. Przyglądasz się
jej odsłoniętemu brzuchowi, na którym widnieje spory, czerwony ślad po
poparzeniu.
- Mocno się oparzyłaś? - odpowiadasz pytaniem na pytanie.
Blondynka spogląda na swój brzuch, rumieniąc się lekko.
- Nie, nic mi nie będzie - mówi. - Pójdziesz stąd
wreszcie?
Uśmiechasz się lekko. Zwykle blade policzki Hagen nabrały
już różowego koloru, a zielone oczy błyszczą w świetle halogenów.
- Nigdzie nie idę - informujesz ją. Podchodzisz bliżej.
Ona na początku się cofa, ale po dwóch krokach natrafia plecami na ścianę.
Patrzy na ciebie z niepewnym wyczekiwaniem.
- Co ty robisz, Hayboeck? - syczy, usiłując zachować
pozory hardości i pewności siebie.
- Zamierzam cię pocałować, Inga - szepczesz. Jej źrenice
rozszerzają się lekko, kiedy patrzy ci prosto w oczy.
- Nie zrobisz tego - odpowiada. Wplata palce w twoje
włosy i przyciąga cię do siebie, do wilgotnego, rozgrzanego od oparzenia
brzucha, drobnego ciała, usianej piegami twarzy i zielonych oczu, które zamyka
na chwilę przed pocałunkiem.
Po chwili twoja koszulka ląduje na podłodze, a ty
bierzesz Ingę na ręce i, nie przerywając pocałunków, zanosisz do sypialni
twojego mieszkania. Kładziesz ją na łóżku i nachylasz się nad jej szczupłą,
piegowatą twarzą.
- Kocham cię, Michi - szepcze, nie mogąc złapać tchu. -
Cholera, kocham cię.
To, o czym chciałeś rozmawiać, jest nieistotne. Istotny
jesteś ty, istotna jest ona, istotna jest harmonia między wami.
Leżysz w pomiętej pościeli, bezmyślnie głaszcząc miękką
skórę na nagim ramieniu Ingi. Uśmiechasz się lekko, do wspomnień, do uczuć, do
własnych myśli i do jej zielonych, błyszczących oczu.
- Chyba miałeś mnie o coś zapytać, Hayboeck - mruczy ona,
a ty uśmiechasz się szerzej i kręcisz głową.
- Nieważne - odpowiadasz, odgarniając jasne kosmyki z jej
piegowatej twarzy. Marszczy brwi i delikatnie odsuwa się od ciebie, uciekając z
zasięgu twoich rąk.
- Michael? - pyta, poważnie, niemalże ostro. - O co
chodzi?
Wzdychasz teatralnie i całujesz ją w czubek lekko
zadartego nosa.
- Chciałem ci powiedzieć, że jesteś śliczna i powinnaś
ubierać się bardziej kobieco, nie ukrywać swojego ciała. Że jesteś dla mnie
ważna. Że cię kocham. I że możesz mi zaufać.
Jej twarz, rozpromieniona uśmiechem, poważnieje, gdy
wypowiadasz ostatnie słowa. Twoje serce zamiera na moment, a potem zaczyna bić
ze zdwojoną siłą, jak najszybciej, boleśnie obijając się o żebra.
Taką minę Inga miała za każdym razem, kiedy planowała
ucieczkę z twojego życia.
Odruchowo, w panicznym geście chwytasz ją za rękę i
ściskasz mocno, próbując powstrzymać od ucieczki.
- Powiedz mi, co się dzieje - prosisz. Uśmiecha się, ale
to nieszczery uśmiech, mający zatuszować prawdziwe emocje.
- Nic się nie dzieje, Hayboeck. Co niby ma się dziać? -
Nagle staje się opryskliwa, chłodna. Odpycha cię od siebie. Ucieka, choć nadal
leży obok ciebie, w twoim łóżku, naga, bo sam pozbawiłeś ją ubrań.
Wahasz się, nie wiesz, co powiedzieć. Wycofać się i trwać
w pozornym spokoju, wiedząc, że coś ukrywa? Naciskać i sprowokować ją do
ucieczki?
Tracisz czas w milczeniu, a ona powoli wyślizguje się z
twych rąk. Tracisz ją, na własne cholerne życzenie, choć właściwie jeszcze nie
była twoja.
Tylko te kilkanaście, kilkadziesiąt minut, dotyk, oddech
i bicie serca. Tylko to miałeś.
Nie reagujesz, kiedy w pośpiechu zbiera swoje ubrania z
podłogi i ucieka do łazienki, z której ją tu przyniosłeś. Bezsilnie opadasz na
poduszki i pustym wzrokiem patrzysz w sterylnie biały sufit.
Już ją straciłeś, a jeszcze nie była twoja.
- Inga? - wołasz w głąb mieszkania. Słyszysz tylko jej
szybkie kroki w przedpokoju. Siadasz na łóżku, nieświadomie targając jasne
włosy.
- Do zobaczenia, Hayboeck.
Jej głowa, rozczochrane włosy, blada twarz usiana piegami
i zielone oczy na moment pojawiają się w drzwiach pomieszczenia. Ma zaciśnięte
wargi i wygląda, jakby walczyła ze łzami. Chcesz ją przytulić, dotknąć, poczuć
ciepło jej miękkiej skóry i delikatnych warg, ale ona ucieka, zanim możesz
cokolwiek zrobić, pozostawiając po sobie tylko mglisty zapach lawendy.
Do zobaczenia.
Te dwa słowa dają ci nadzieję.
~*~
Rozpusta, rozstanie, sesja idzie.
Dawno nie pisałam. Co wyszło? Gunwo wyszło.
Ale tego, obiecałam.
Do zobaczenia.
Ojej ojej ojej. Byłoby za pięknie, gdyby została.
OdpowiedzUsuńAle czegoś tu nie rozumiem. Bo skoro sama odważyła się powiedzieć, że kocha to dlaczego aż tak bardzo się wystraszyła, gdy to Michi wyznał jej miłość? Aj ta Dzióbi (mogę ją tak nazywać???). Przypuszczam, że ma to coś wspólnego z jej norweskim życiem.
Ale generalnie, to wiesz, mi się bardzo podoba. Jest Michi, jest rozpusta i jest wszystko, co powinno być i jest pięknie i chcę więcej, więc czekam wiesz gdzie. Pisiaj mi tutaj raz dwa!
Z wyrazami szacunku
Ja <3333333
chyba się przestraszyła, co? i to nawet bardzo, jak sądzę. strzelam, że to kwestia jej poprzedniego związku i że zaufanie komukolwiek nie jest dla niej takie proste. trudno mi coś konkretnego powiedzieć, bo na razie niewiele wiadomo, zapewne z biegiem czasu będziesz po kolei odkrywać wszystkie karty. to "do zobaczenia" jest rzeczywiście jakimś tam punktem zaczepienia, choć na miejscu hayboecka byłabym chyba dosyć mocno zagubiona.
OdpowiedzUsuńtak na marginesie bardzo mnie cieszy ten norweski drobny akcent. zawsze to coś bliskiego mojemu sercu.
ucałowanka posyłam, a co.
Jak "zacząć" to z pierdolnięciem, rozpustą - Green wraca! Och, jak mi brakowało Twojego pisania! I choć za grosz nie rozumiem Ingi (no kurde, wyznaje miłość, ale jak chłop jej mówi to samo to się trzęsie jak ratlerek i ucieka, what)
OdpowiedzUsuń(aha, ten chłop to Michi)
(no kurwa jak tak można)
Nic, czekam na rozwinięcie i wyjaśnienie. Chcę poznać przeszłość Hagen!
ływ macz low
madi
[love-needs-to-fly]
[make-the-moment-last]
Spadłaś mi z nieba z tym opowiadaniem z Hayboeckiem w roli głównej. Miałam ogromną ochotę przeczytać coś akurat z NIM i jak na złość, nie mogłam trafić na nic sensownego. Wszystko albo nieukończone, albo z fabułą, która nie przypadała mi do gustu. I tu nagle bach - Twój blog, świeżo zaczęty (chociaż przyznam, że wolałabym, gdyby było więcej rozdziałów, ale lepsze to, niż blog zawieszony bez słowa wyjaśnienia XD) i dobrze zapowiadający się. Cud, miód, maliny <3
OdpowiedzUsuńNie rozumiem tylko Ingi, która ucieka z jego mieszkania, słysząc słowa, na które wiele kobiet pewnie odpowiedziałoby radosnym krzykiem. Szczególnie, że wcześniej sama wyznała mu miłość. Ach, te dziewczyny, nigdy nie wiadomo, co im strzeli do głowy...
Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział!