wtorek, 13 stycznia 2015

Chapter I

Nigdy nie widziałem światła w swoim życiu
Jak nocny pies zbłąkany

Od zawsze miałeś poczucie, że skoki, sukces w sporcie, to nie jest najważniejszy aspekt twojego życia. Zawsze czegoś ci brakowało. Czego? Długo sam nie wiedziałeś. Nie potrafiłeś znaleźć odpowiedzi, jak ślepiec usiłujący czytać książkę w świetle małej świecy.
Póki nie potrafiłeś sobie odpowiedzieć na te pytania, zajmowałeś się skokami, szło ci różnie, raz lepiej, raz gorzej. Jak w życiu, również tym uczuciowym. Dziewczyny pojawiały się i znikały, a tobie wciąż czegoś w tym austriackim życiu brakowało.
A potem nadszedł sezon, w którym okazałeś się najlepszy. Mistrzostwo świata na normalnej skoczni i trzecie miejsce na dużej. Kryształowa Kula. To był twój sezon, to był najlepszy rok twojego życia. Zaczynałeś podejrzewać, że może to tego potrzebujesz w życiu, sukcesów, bycia na szczycie. Bycia najlepszym.
Ale wtedy w twoim życiu pojawiła się ona. Inga Hagen, krótkowłosa blondynka o zielonych jak wiosenna trawa oczach. Pochodząca z Norwegii, nieco wystraszona, uciekająca przed kolejnym nieudanym związkiem, który zostawiła w Bergen. Magnetyzująca.
Coś cię do niej przyciągało, od samego początku. Twoja pierwsza myśl o niej to "dziwna". Ale po minucie rozmowy już wiedziałeś, że jesteś nią zafascynowany, że chcesz ją lepiej poznać, zaprzyjaźnić się.
Wtedy jeszcze nie myślałeś o jakimkolwiek związku z Ingą. Chciałeś po prostu przyjaźni, bo dobrze ci się z nią rozmawiało, rozumiała cię, nie wariowała z powodu twojej kariery i znajomości z innymi, bardziej popularnymi skoczkami. Narzekała, że jesteś zbyt chudy, kradła ciastka z szafki i wrzucała kompromitujące cię zdjęcia na facebooka.
Dopiero po kilku miesiącach zorientowałeś się, że nigdy ci się nie zwierzała, chociaż niejednokrotnie wysłuchiwała ciebie.
Zapytałeś ją o to, wzruszyła ramionami i uciekła, bez słowa wyszła z twojego mieszkania. Dzwoniłeś, pisałeś, nie reagowała. Wróciła po tygodniu, udając, że nic się nie stało. Potem robiła to już regularnie, kiedy tylko sytuacja była dla niej niewygodna, nagle znikała z twojego życia, by potem równie niespodziewanie do niego wrócić, bez słowa wyjaśnienia.
Taka już była, ta twoja Inga. Twoja, bo po pewnym czasie tak właśnie zacząłeś o niej myśleć. I pewnej bezsennej nocy, gdy przez okno swojego pokoju wpatrywałeś się w nocne, usiane gwiazdami niebo, zdałeś sobie sprawę, że ją kochasz.

- Inga, musimy porozmawiać.
Brzmisz wyjątkowo poważnie, wręcz nienaturalnie. Blondynka odwraca się, w dłoniach trzyma kubek gorącej herbaty. Przez gwałtowny ruch wylewa na siebie wrzątek i krzyczy. Ruszasz jej na pomoc, ale odpycha cię, stawia kubek na blacie i chowa się w łazience.
- Inga, wszystko w porządku? - pytasz. Odpowiada ci cisza i szum wody płynącej z kranu. - Inga?!
- Spokojnie, żyję - burczy, wychylając się zza drzwi twojej łazienki. Zauważasz, że nie ma na sobie koszulki, którą zalała gorącym płynem. - Na herbatę się nie umiera.
Na powrót chowa się w łazience, ale nie zamyka drzwi, instynktownie podążasz za nią.
- Michi, co ty robisz? - pyta zaskoczona. Przyglądasz się jej odsłoniętemu brzuchowi, na którym widnieje spory, czerwony ślad po poparzeniu.
- Mocno się oparzyłaś? - odpowiadasz pytaniem na pytanie. Blondynka spogląda na swój brzuch, rumieniąc się lekko.
- Nie, nic mi nie będzie - mówi. - Pójdziesz stąd wreszcie?
Uśmiechasz się lekko. Zwykle blade policzki Hagen nabrały już różowego koloru, a zielone oczy błyszczą w świetle halogenów.
- Nigdzie nie idę - informujesz ją. Podchodzisz bliżej. Ona na początku się cofa, ale po dwóch krokach natrafia plecami na ścianę. Patrzy na ciebie z niepewnym wyczekiwaniem.
- Co ty robisz, Hayboeck? - syczy, usiłując zachować pozory hardości i pewności siebie.
- Zamierzam cię pocałować, Inga - szepczesz. Jej źrenice rozszerzają się lekko, kiedy patrzy ci prosto w oczy.
- Nie zrobisz tego - odpowiada. Wplata palce w twoje włosy i przyciąga cię do siebie, do wilgotnego, rozgrzanego od oparzenia brzucha, drobnego ciała, usianej piegami twarzy i zielonych oczu, które zamyka na chwilę przed pocałunkiem.
Po chwili twoja koszulka ląduje na podłodze, a ty bierzesz Ingę na ręce i, nie przerywając pocałunków, zanosisz do sypialni twojego mieszkania. Kładziesz ją na łóżku i nachylasz się nad jej szczupłą, piegowatą twarzą.
- Kocham cię, Michi - szepcze, nie mogąc złapać tchu. - Cholera, kocham cię.
To, o czym chciałeś rozmawiać, jest nieistotne. Istotny jesteś ty, istotna jest ona, istotna jest harmonia między wami.

Leżysz w pomiętej pościeli, bezmyślnie głaszcząc miękką skórę na nagim ramieniu Ingi. Uśmiechasz się lekko, do wspomnień, do uczuć, do własnych myśli i do jej zielonych, błyszczących oczu.
- Chyba miałeś mnie o coś zapytać, Hayboeck - mruczy ona, a ty uśmiechasz się szerzej i kręcisz głową.
- Nieważne - odpowiadasz, odgarniając jasne kosmyki z jej piegowatej twarzy. Marszczy brwi i delikatnie odsuwa się od ciebie, uciekając z zasięgu twoich rąk.
- Michael? - pyta, poważnie, niemalże ostro. - O co chodzi?
Wzdychasz teatralnie i całujesz ją w czubek lekko zadartego nosa.
- Chciałem ci powiedzieć, że jesteś śliczna i powinnaś ubierać się bardziej kobieco, nie ukrywać swojego ciała. Że jesteś dla mnie ważna. Że cię kocham. I że możesz mi zaufać.
Jej twarz, rozpromieniona uśmiechem, poważnieje, gdy wypowiadasz ostatnie słowa. Twoje serce zamiera na moment, a potem zaczyna bić ze zdwojoną siłą, jak najszybciej, boleśnie obijając się o żebra.
Taką minę Inga miała za każdym razem, kiedy planowała ucieczkę z twojego życia.
Odruchowo, w panicznym geście chwytasz ją za rękę i ściskasz mocno, próbując powstrzymać od ucieczki.
- Powiedz mi, co się dzieje - prosisz. Uśmiecha się, ale to nieszczery uśmiech, mający zatuszować prawdziwe emocje.
- Nic się nie dzieje, Hayboeck. Co niby ma się dziać? - Nagle staje się opryskliwa, chłodna. Odpycha cię od siebie. Ucieka, choć nadal leży obok ciebie, w twoim łóżku, naga, bo sam pozbawiłeś ją ubrań.
Wahasz się, nie wiesz, co powiedzieć. Wycofać się i trwać w pozornym spokoju, wiedząc, że coś ukrywa? Naciskać i sprowokować ją do ucieczki?
Tracisz czas w milczeniu, a ona powoli wyślizguje się z twych rąk. Tracisz ją, na własne cholerne życzenie, choć właściwie jeszcze nie była twoja.
Tylko te kilkanaście, kilkadziesiąt minut, dotyk, oddech i bicie serca. Tylko to miałeś.
Nie reagujesz, kiedy w pośpiechu zbiera swoje ubrania z podłogi i ucieka do łazienki, z której ją tu przyniosłeś. Bezsilnie opadasz na poduszki i pustym wzrokiem patrzysz w sterylnie biały sufit.
Już ją straciłeś, a jeszcze nie była twoja.
- Inga? - wołasz w głąb mieszkania. Słyszysz tylko jej szybkie kroki w przedpokoju. Siadasz na łóżku, nieświadomie targając jasne włosy.
- Do zobaczenia, Hayboeck.
Jej głowa, rozczochrane włosy, blada twarz usiana piegami i zielone oczy na moment pojawiają się w drzwiach pomieszczenia. Ma zaciśnięte wargi i wygląda, jakby walczyła ze łzami. Chcesz ją przytulić, dotknąć, poczuć ciepło jej miękkiej skóry i delikatnych warg, ale ona ucieka, zanim możesz cokolwiek zrobić, pozostawiając po sobie tylko mglisty zapach lawendy.
Do zobaczenia.

Te dwa słowa dają ci nadzieję.

~*~
Rozpusta, rozstanie, sesja idzie.
Dawno nie pisałam. Co wyszło? Gunwo wyszło.
Ale tego, obiecałam.
Do zobaczenia.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Prolog

Mimo tak wielu granic
ja i tak będę z tobą

Z dwóch różnych krajów.
Z dwóch różnych światów.
Różne tryby życia, zainteresowania.
Różne osoby.
Wydawałoby się, że nigdy się nie spotkacie.
Że się w sobie nie zakochacie.
Że nie zechcecie być razem.
Że wam się nie uda.

Tyle przeszkód, tyle granic, tyle pomyłek.
A ja i tak będę z tobą.

Myślałeś, że nigdy się nie zakochasz. Że jesteś ponad to.
Że jesteś silny i panujesz nad uczuciami.
A potem ta drobna, poraniona dziewczyna wkroczyła twoje życie i musiałeś zweryfikować swoje poglądy.
A ty, naiwny, postanowiłeś, że ją ze wszystkiego wyleczysz.

~*~
Dzień dobry, tu Grin, jeszcze żyję.
Nie wiem, na ile starczy mi weny, czy nie skończę pisania w połowie pierwszego rozdziału. Czy wena nie zabije zbliżająca się gigantycznymi krokami, pierwsza w życiu sesja.
Nie wiem też, co będzie w tym opowiadaniu, jak potoczą się losy bohaterów (zapraszam na podstronę), nic nie wiem.
Ale tego, wracam.
Dzień dobry.

Jak przypadkiem masz ochotę skomentować, w post musisz wejść przez archiwum, po lewej. Przy dłuższych postach wszystko będzie działać normalnie.